Ciekawostki o Marilyn chwilowo za nami, teraz nadszedł czas na Elvisa. To od niego zaczęła się moja pasja do szeroko pojmowanych ,,staroci", do dobrej muzyki ( linczujcie mnie, ale neguję większość obecnych utworów), do dawnego kina, do rozkloszowanych sukienek, pikników i ...szpilek. Wiem, wiem- to ciekawy ciąg przyczynowo-skutkowy. Wystarczyło, że zagubiona nastolatka, kiedyś tam w telewizji zobaczyła fragment Comeback Special gdzie ten jegomość w czarnej skórze oczarował ją wizualnie. Potem zaś usłyszała jego barwę głosu i zwariowała, ot tak. Na dodatek w to szaleństwo wciągnęła także babcię i mamę. Kupowała płyty, licytowała książki, dyskutowała na forum ( na które zresztą zapraszam wielbicieli : Klik!) a gdzieś po drodze pozbywała się spodni na rzecz sukienek, butów sportowych dla szpilek i tam można by wymieniać i wymieniać. Poczęła szkicować czarną kreskę na swojej powiece, która notorycznie rozmazywała się, gdy słyszała końcową piosenkę koncertu acz nawet to spotykało się z rodzinnym zrozumieniem. Czasem tapirowała także włosy by później babcia mogła ją pochwalić, że śliczna jest niczym Priscilla przed operacjami plastycznymi.
I oto jestem, tadam!
Wracając do Elvisa...
