Mam pewną sklerozę związaną z początkiem jakiegokolwiek z mych zamiłowań- nigdy nie pamiętam jak to się zaczęło, kiedy nagle coś się we mnie zmieniło, co spowodowało, że sięgnęłam po takie a nie inne dzieła, co sprowokowało we mnie chęć zgłębiania Baudelaire i Felliniego w jednym czasie. Bo cóż łączy Baudelaire i Federico? Może pewna doza turpizmu, ale czy coś jeszcze? Wątpię.
Fellini dopadł mnie parę lat temu a akurat tak się złożyło, że parę miesięcy po mym zachłyśnięciu się jego twórczością trafiłam na...Dni Federico w moim mieście! Losie czasami sprzyjasz! Nagle usiadłam na naznaczonym starością fotelu w pewnym niszowym kinie i płakałam przy ,,La Stradzie". Później oglądałam wszystkie jego filmy jakie tylko udało mi się zdobyć, acz to 8½ darzę szczególnym uwielbieniem. Dlaczego? Spróbuję wyjaśnić to poniżej- gdzieś między wierszami.

