To, że jestem staroświecka, już wiecie. Swego czasu zasugerowano mi też, że lubię filmy przestarzałe, które już się nie obronią na ekranie. W latach 50-tych, jeszcze były do zaakceptowania, ale teraz? Nie! Ich termin ważności już minął i to na tyle, że wszelakie obcowanie grozi wybuchami śmiechu, bądź ironicznym uśmiechem pod nosem. Przykładem takiego przeterminowanego dzieła miał być ,,Tramwaj zwany pożądaniem".
